piątek, 24 lipca 2015

Colorful (SHINee, ontae)

   
        Gdyby ktoś przechodził teraz pod otwartymi oknami mieszkania Jinkiego pomyślałby pewnie, że znalazł się w raju. Wiosna w pełnym rozkwicie, promienie słoneczne łagodnie pieszczą opaloną twarz, rosnące wokół bzy upajają cię swym zapachem, mokra od rosy trawa drażni delikatnie stopy... Po prostu niebo na ziemi. Lecz nie tylko te piękne okoliczności przyrody decydowały, że to miejsce było tak bajkowe. Sprawiała to muzyka. Z wnętrza dobiegała piękna, radosna melodia grana na fortepianie. Cudowne dźwięki stanowiły ukojenie dla duszy i zmysłów, przenosiły daleko, gdzieś poza problemy dnia codziennego, zmartwienia i niepokoje. Miało się ochotę stać tam i słuchać przez wieczność. Jednak małe miasteczka, takie jak Ulchin, też posiadają swój urok. Mieszkający tu artysta wykazywał się prawdziwą wirtuozerią w tym, co robił, także gdyby zdecydował się wystąpić przed szerszą publicznością, z pewnością zyskałby uznanie i rozgłos. Najwyraźniej satysfakcjonowała go sztuka dla sztuki, bądź coś go tu trzymało... Albo jedno i drugie.
Nagle czarujące tony ustały i dało się słyszeć donośny okrzyk:
- Nauczycielu, zauważyłeś! Tym razem zagrałem całą tę trudną melodię bez ani jednej pomyłki!
Jinki z wyrazem błogości na twarzy przypatrywał się swojemu studentowi, ciesząc się, że ten, pochłonięty swym zadaniem, nie dostrzegał tego. Wtedy oboje pewnie bardzo by się zawstydzili, Teraz opanował się i podszedł do instrumentu, uśmiechając się. Odgarnął anielskie blond włosy, które zsunęły się na czoło jego ucznia i z czułością pogłaskał go po głowie.
- Całkiem nieźle, Taeminie, spróbujmy zrobić to razem, tak jak ćwiczyliśmy wcześniej...
Ta pochwała powinna być znacznie bardziej rozbudowana, gdy chłopak szybko chwytał, wykazywał się naprawdę sporym talentem i po kilku próbach wykonywał wszystkie polecenia co do joty, ale taka wylewność nie leżała w naturze Jinkiego, tak samo jak zbytnie okazywanie emocji, szczególnie wobec innych. Wyznawał zasadę ciężkiej, codziennej, żmudnej pracy i czerpania przyjemności z jej efektów i tego właśnie uczył swego przyjaciela. Dzięki tym wzajemnym spotkaniom poświęconym muzyce wytworzyła się między nimi silna więź, potęgowana przez obcowanie ze sztuką wyższą, lecz i ze skocznymi, śpiewnymi utworami, które ćwiczyli dla relaksu i rozgrzania palców. Fortepian oferował im wszystko, czego potrzebowali do szczęścia, zapełniał wolny czas, tak, że czuli się potrzebni, dawał satysfakcję z robienia  czegoś wzniosłego, zapewniał utrzymanie, gdyż Jinki pobierał opłatę za nauczanie, a Taemin grywał w miejscowych lokalach, wreszcie podarował im wspaniałą przyjaźń, pielęgnowaną przez praktycznie codzienne zajęcia. Zaczęło się od lekcji raz w tygodniu, co wkrótce przerodziło się w trzy spotkania tygodniowo, a gdy i to okazało się dla nich za mało, widywali się w praktycznie każdej wolnej chwili, tak jak dzisiaj, Zrobili sobie krótką przerwę.
- Zachciało mi się pić od tych treningów - westchnął blondyn, Nauczyciel bez słowa wstał i podał mu szklankę z wodą, prosto w zmęczone długotrwałym uderzaniem w klawisze dłonie. Chłopak łykał łapczywie napój, jego jabłko Adama poruszało się rytmicznie. Jinki zauważył, że Taemin mimo przeciwności losu, a może właśnie dzięki nim, ze wszystkiego, co mógł, czerpał radośnie i pełnymi garściami, od zwykłej szklanki wody zaspakajającej pragnienie, po muzykę, zaspakajającą pragnienie znacznie silniejsze, pragnienie bycia spełnionym człowiekiem. Przy swoim studencie również się uczył, właśnie takie podejście do życia chciał od niego przejąć. Tymczasem zmęczenie dało o sobie znać.
- Na dzisiaj koniec tego dobrego - rzucił, zamykając wieko fortepianu, za co rozżalony blondyn uderzył go żartobliwie w ramię.
Tak jak zawsze nauczyciel wstał, odciągnął chłopaka, wiecznie żądnego magicznych dźwięków, od instrumentu i odprowadził go do domu, chcąc mieć pewność, że trafi tam bezpiecznie. Student wykręcał się, mówiąc, że przecież poradzi sobie sam, jednak nauczyciel wiedział swoje. Jego uczeń był młodszy od niego, wciąż błądzi w rzeczywistości jak dziecko we mgle... Jinki zawsze musiał wszystko kontrolować.

Następnego dnia Taemin wpadł do otoczonego bzem mieszkanka jak bomba, taranując przy okazji stolik i znajdującą się na nim lampkę. Aż tak podekscytowanego korepetytor go nigdy jeszcze nie widział.
- Czyżby Minho przyjechał do Ulchin? - zażartował. Wiedział dobrze, że światowej sławy kompozytor Choi Minho jest idolem jego studenta.
- Coś lepszego! - wykrzyczał blondyn.
Nauczyciel nie wiedział, co może przebić pojawienie się takiego gościa, lecz, zaciekawiony, zamienił się w słuch.
- Skomponowałem własny utwór! - powiedział dumnie uczeń, wypinając pierś.
Pod pachą trzymał zwoje papieru nutowego, z których kilka kartek podał ostrożnie stojącemu obok mężczyźnie. Jinki spojrzał tylko na nie, niemal natychmiast je od siebie odsuwając. Nie żeby nie znał nut, w końcu skończył najlepszą akademię muzyczną w Seulu, lecz nie rozumiał nigdy hieroglificznych, często tajemniczych dla niego zapisków jego studenta, a zawsze wstydził się go o to zapytać. Zamiast tego wpadł na lepszy pomysł:
- Od razu mi to zagraj.
Taemin podszedł powoli do fortepianu, zajmując swe ukochane miejsce przy klawiszach. Korepetytor uwielbiał patrzeć na niego podczas jego spotkań z tym instrumentem, obserwować, jak smukłe palce powołują do życia kolejne tony, jak na anielskiej twarzy pojawia się nagle wyraz napięcia i rozrzewnienia, jak wreszcie blondyn sam staje się muzyką, pochłonięty przez nią, jak stanowią nierozerwalne połączenie, jak ying i yang, jak dwoje kochanków. Już dawno zorientował się, że chłopak po prostu kocha grać i dlatego właśnie zgodził się go uczyć. Nikt inny pewnie by się tego nie podjął.
Taemin rozpoczął prezentowanie swojego utworu. Zaczęło się od cichych taktów, nie smutnych, ale też nie wesołych. Jinki określił je mianem nostalgicznych. Przywoływały one wspomnienia tak głęboko w człowieku ukryte, że już dawno zapomniał, że je posiada: smak dzieciństwa, pierwsza miłość, wizyty u babci, tajemna kryjówka, którą twoja paczka założyła w podstawówce... To wszystko zawierało się w prologu tego arcydzieła. Następnie student wykonał łagodne przejście do dźwięków ostrzejszych, jakby tej sielance miało coś zagrażać, jakby to, czy z nami ostanie, czy powstanie perfekcyjna harmonia, decydowało się właśnie w tej chwili. Dalej, po pełnym napięcia zwrocie, przechodziło się do tonów pełnych ekstazy, na końcu zaś... trudno to w ogóle nazwać. To, co usłyszał nauczyciel, to po prostu prawdziwa radość, nieuchwytna, bo zaraz utwór się kończył, i piękna zarazem.
W oczach Jinkiego pojawiły się łzy.
- Taeminie, nigdy nie słyszałem czegoś tak... - urwał, bo zabrakło mu odpowiednich słów. Jak, nie - chcąc kogoś przechwalić, powiedzieć mu, że osiągnął doskonałość?
- Nie musisz tego ukrywać, słyszę po twoim głosie, że ci się podobało - zaśmiał się kokieteryjnie pewny siebie uczeń. Korepetytorowi nie podobała się ta swawola, lecz tym razem musiał przyznać mu rację.
- Jak to nazwałeś? - zapytał.
- Tak jak moją inspirację przy tworzeniu. Rainbow.
- Taeminie, przecież ty... - zaczął Jinki, ale mu przerwano.
- Myślisz, że nie zdaję sobie z tego sprawy? Wiem o tym najlepiej. Ale czy ona taka nie jest? Przywołuje to, co w tobie najpiękniejsze, lecz zawsze występuje ryzyko, czy tym razem się uda, czy tym razem pojawi się po ostrym, burzowym zakręcie, a gdy już ją zobaczysz, doznajesz najpierw szoku o euforii, a potem uczucia wyzwolenia, uradowania, takiego, jakie przeżywa się wyjątkowo rzadko. Tak ją postrzegam.
Łzy, które dotąd niebezpiecznie szkliły się w oczach nauczyciela zaczęły płynąć powoli w dół po jego policzkach.

Mężczyznę w środku nocy obudził donośny dzwonek telefonu. Wstał niechętnie i poszedł odebrać. Po chwili usłyszał dobrze znany sobie głos, który nic się nie zmienił przez tę parę lat, kiedy widzieli się po raz ostatni.
- Jinki, staruszku, to ty? Co u ciebie słychać? Nadal mieszkasz w Ulchin, w tym małym mieszkanku obrośniętym zielskiem? Tak przypuszczałem, ty i te twoje sentymenty... Słuchaj, wpadnę do ciebie jutro, a właściwie dzisiaj z wizytą. Muszę trochę podładować generatory na prowincji. To na razie!
Na tym rozmowa się urwała, o ile rozmową można nazwać monolog, podczas którego korepetytor nie zdążył i nie chciał zresztą wcisnąć nawet słowa, Sam nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Chciał się znów położyć, ale stwierdził, że i tak nie zaśnie i usiadł na łóżku, chwytając się rękami za głowę,
Podczas kolejnej lekcji z Taeminem był wyraźnie niewyspany, mrukliwy i gburowaty, zupełnie jak nie on. Każdą najmniejszą pomyłkę zestresowanego studenta karał ostrym krzykiem i reprymendą. Nie dawał sobie tego dnia nic wytłumaczyć.
- Korepetytorze, czy coś się stało? - zapytał nieśmiało chłopak, na co w odpowiedzi uzyskał tylko jakiś pomruk.
Mężczyzna chyba zrozumiał, że posunął się za daleko, bo nagle zripostował się i powiedział:
- Przepraszam, muszę na chwilę iść do łazienki - po czym wyszedł, zatrzaskując za sobą drzwi.
Po paru sekundach rozległo się głośne pukanie. Taemin odczekał stosowną chwilę, po czym, kiedy walenie nie ustawało, a Jinki nadal nie wychodził, ruszył niepewnym krokiem otworzyć. Wpuścił zniecierpliwioną osobę do środka, poprosił, by usiadła w jednym z foteli, po czym rzucił, że na kawę lub herbatę trzeba poczekać do pojawienia się gospodarza, który zaraz powinien wrócić. Dla rozluźnienia wrócił na swoje stałe miejsce przed fortepianem. Wykładowca jak na złość siedział tam i siedział.
- Nie będzie to denerwujące, jeśli coś zagram? Proszę powiedzieć, jeśli mam nie zaczynać - wybąkał blondyn.
Nie uzyskawszy odmowy zabrał się za to, co robił najlepiej. Postanowił w ten sposób zabawić gościa aż korepetytor przyjdzie. Palce zręcznie śmigały po klawiszach, wkrótce fala rozkosznych dźwięków zalała pomieszczenie, chłopak oddał się swej pasji, zapominając o strachu, jaki wywołało pojawienie się niechcianego gościa, zapominając o wszystkim poza tym jednym utworem, któremu właśnie poświęcił uwagę, tak, że nawet nie dostrzegł powrotu mężczyzny. W końcu jednak to zauważył i przerwał gwałtownie. Coś dziwnego zaczęło się dziać w pokoju. Zapanowała cisza jak makiem zasiał, a napięcie było tak gęste, że można by je kroić nożem. W końcu tę patową sytuację przerwał gość:
- Jinki, bracie! Jak się miewasz? - wykrzyknął.
Po długiej chwili, która wydawała się wszystkim wiecznością, wykładowca przełamał się w końcu i wpadł w jego objęcia. Student skądś kojarzył ten głos, znał go bardzo dobrze, zawsze namiętnie się w niego wsłuchiwał, kiedy jego właściciel używał go, żeby zaprosić na swój występ, podziękować za nagrody...
- Choi Minho! To naprawdę pan! - wybuchnął chłopak, rzucając się na pianistę.
- No już, już... - mężczyzna oganiał się od niego jak od natrętnej muchy - w końcu przestałeś udawać, że mnie nie rozpoznajesz. Chociaż czyżbyś dopiero teraz mnie rozpoznał? Ale nie, przecież specjalnie zacząłeś się przede mną popisywać...
- Minho, to nie tak, Taemin w ten sposób odreagowuje stres. Wciąż nie wyszedł z szoku, daj mu trochę czasu - rzucił szybko nauczyciel.
- Czy ja mogę... - zaczął nieśmiało blondyn - czy ja mogę pana dotknąć? Zawsze o tym marzyłem.
- Już to zrobiłeś, ale skoro musisz, to proszę - odparł gość.
Spodziewał się uścisku dłoni, objęcia, nawet pocałunku w policzek (i takie rzeczy mu się zdarzały), jednak to, co się stało, przeszło jego najśmielsze oczekiwania.
Uczeń zaczął swoimi delikatnymi palcami wodzić po jego twarzy, dotykając szczegółowo wszystkich najważniejszych miejsc - powiek, nosa, ust, podbródka...
- Dosyć tego!- krzyknął Minho, odpychając go od siebie - jesteś zboczony, czy co? A może ślepy? -szydził.
- Choi! On naprawdę nie widzi, nie zauważyłeś do cholery! - tym razem korepetytor uniósł głos - chciał cię tylko zobaczyć.

Tak, Taemin był ślepy od urodzenia, ale jego wykładowca nie zwracał na to uwagi. To znaczy oczywiście troszczył się o niego bardziej niż o innych uczniów, podawał mu ramię, gdy go gdzieś prowadził, wszystko mu dokładnie tłumaczył, robił co mógł, by chłopak czuł się swobodnie i to na tyle. Jeśli o grę chodzi, nie udzielał mu żadnej taryfy ulgowej. Tamten wcale jej zresztą nie potrzebował. Stanowił jednego z najbardziej utalentowanych studentów, muzyka zapewniała mu kontakt ze światem, dlatego tak ją uwielbiał i Jinki to szanował. Przyjął na zajęcia młodzieńca, którego ze względu na jego chorobę odsyłano od drzwi do drzwi i pokazał mu, ile jest wart. Przy nim blondyn rozkwitł z zahukanego kłębka problemów w pewnego siebie artystę. Teraz w to wszystko wkroczył Minho.
Siedzieli razem w małym pokoiku, rozmawiając o pogodzie i innych błahych sprawach. Sytuacja przedstawiała się dość żałośnie, zdenerwowany Choi zgubił rezon, chłopak wstydził się jeszcze bardziej niż na początku, a Jinki, znajdujący się w centrum tego, jak pomost łączący obu mężczyzn w jego domu, nie wiedział jak zareagować.
- Więc, Taeminie... mój przyjaciel cię uczy? - próbował zagaić Minho.
- Tak - odparł młodzieniec, po czym zapytał szybko - powiedział pan przyjaciel?
- Znamy się od lat, studiowaliśmy na jednej uczelni mniej więcej w tym samym czasie, zawsze rywalizowaliśmy o miano najlepszego - po wkroczeniu na znany sobie grunt Choi wyraźnie się rozgadał. - Szkoda, że zamiast podążyć moim śladem wybrał skazanie na tej prowincji.
- Nigdy na to nie narzekałem - odparł korepetytor - nauczanie muzyki to moja pasja. Nie nadaję się do występowania na scenie.
- Ta twoja nieśmiałość cię zniszczy - stwierdził pianista.
Jinki już chciał wyjaśniać, że to nie o nieśmiałość chodzi, gdy Taemin wypalił:
- Tyle razy rozmawialiśmy o panu Choi nauczycielu... dlaczego nie zdradziłeś, że się przyjaźnicie?
- Och, on zawsze był przesadnie skromny. Wstydził się, że osiągnął mniej niż mógł.
W Jinkim aż się zagotowało, ale nic nie powiedział. Minho za to usta się nie zamykały. Opowiadał o światowym tourne, które niedawno skończył, o swym przyjacielu Jonghyunie, który często śpiewał podczas ich wspólnych występów, o tym, jak wygląda Seul i inne metropolie... Blondyn promieniał. Nauczyciel wiedział już, że go stracił na rzecz Choia. Reprezentował on sobą wszystkie tęsknoty chłopaka. Gdyby widział, z pewnością przeprowadził by się gdzieś daleko, opuścił mieszanie rodziców, usamodzielnił się i zrobił karierę. Jinki nie miał serca mu tego odmawiać, zabraniać szczęścia kosztem własnego. Kiedy więc Taemin ogłosił mu kilka dni później, że Minho zaproponował mu zaprezentowanie się razem na scenie i wyjeżdżają razem do stolicy, udawał radość najlepiej jak potrafił.

Minął miesiąc, a blondyn nie dzwonił. Gazety za to często i gęsto się o nim rozpisywały, telewizja prezentowała go jako nowe odkrycie Choia, rozczulano się nad tym, jaki to pianista jest dobry, że przyjął pod swe skrzydła chorego studenta. Wykładowca starał się dystansować, jednak bacznie obserwował wszelkie relacje, trzymając kciuki za swego ucznia (w duchu ciągle go tak nazywał). Prawdziwy szok przeżył, kiedy ogłoszono, że Minho znalazł lekarza, który podejmie się operacji i chłopak wreszcie zyska pełną sprawność. Z wszystkiego urządzono medialne przedstawienie. Korepetytor nie wytrzymał i sam wykręcił numer przyjaciela.
- Jak się czujesz? - zapytał, słysząc po głosie, że Taemin brzmi jakoś nieswojo.
- Całkiem dobrze, naprawdę... - padło po dłuższej chwili - regeneruję się po operacji, widzę coraz wyraźniej... Wciąż trudno mi się do tego przyzwyczaić. Inaczej wyobrażałem sobie świat...
Jinki słuchał tego wszystkiego, wyraźnie zaniepokojony. Od razu poczuł, że coś nie gra. Musiał to sprawdzić.
- Nauczycielu...- zaczął nieśmiało młodzieniec - mógłbyś do mnie przyjechać? Chciałbym cię zobaczyć.
Wykładowcy nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Jeszcze tego samego dnia siedział w samolocie, który zabrał go do Seulu. Na miejscu, po długich poszukiwaniach (nigdy nie lubił miejskich molochów), odnalazł właściwy szpital i złożył przyjacielowi wizytę.
- Moje dłonie nie kłamały - rzucił na przywitanie blondyn. - Mam naprawdę przystojnego korepetytora.
- Oho, czyżbym przeszkadzał w randce? - wtrącił radośnie mężczyzna w białym kitlu, który właśnie wszedł do pokoju.
- Jinki, poznaj, to doktor Kim Kibum, najweselszy lekarz, jakiego znam, dokonał tego, czego nikt nie potrafił zrobić.
- Bo się zarumienię, tak samo jak twój gość - powiedział lekarz, chichocząc, choć widać było, że schlebiała mu ta pochwała. Wykładowca odruchowo dotknął rozpalonych policzków.
- Długo jeszcze tu poleżysz? - zapytał studenta po przywitaniu z Kibumem i podziękowaniu mu za pomoc.
- Dzisiaj wychodzę, a jutro biorę udział w koncercie. Występuję w duecie z Jonghyunem - odparł z udawaną beztroską chłopak.
- Co? Przecież powinieneś jeszcze odpocząć. Doktorze, proszę coś zrobić!
- Z medycznego punktu widzenia pacjent może już opuścić szpital, choć oczywiście przydałaby mu się dłuższa przerwa od pracy, nabranie pewności siebie w nowej dla niego sytuacji... Ale to decyzja pana Taemina, jeśli dobrze się czuje, to jego wola.
Jinki nie wierzył w to, co słyszy. Wiedział, że za tym pośpiechem stoi Minho, który pragnął kuć żelazo, póki gorące i korzystać z blondyna ile wlezie. Postanowił rozmówić się z dawnym przyjacielem.
Tamtego wieczoru dostał się za kulisy. Poznał tam Jonghyuna, postawnego mężczyznę o cudownym głosie i miłej powierzchowności. On też martwił się o młodzieńca.
- Rozmawiałem z nim przed chwilą, nigdy nie był tak stremowany - powiedział Jinkiemu.
Nauczycielowi nie pozwolono zamienić nawet słowa ze swym uczniem, musiał już kierować się na scenę. Ze swej pozycji wykładowca przyglądał się występowi. Taeminowi wyraźnie nie szło, dwa razy się pomylił (na szczęście publiczność niczego nie zauważyła), cały zbladł, ledwo trafiał z nerwów w klawisze. To Jonghyun uratował występ, inaczej nastąpiłaby katastrofa.
Wściekły Minho czekał na chłopaka przy zejściu ze sceny. Zbeształ go niemiłosiernie i zagroził, że jeśli coś takiego się powtórzy, wyciągnie poważne konsekwencje.
- O jakie konsekwencje mu chodziło? korepetytor zapytał swojego studenta, jednocześnie uspokajając go, że wcale nie poszło tak źle.
- Dziękuję, ale sam wiem, że zawiodłem - odparł smutno. - W zamian za ufundowanie operacji podpisałem z Choiem umowę na wyłączność. Muszę tańczyć, ja mi zagra, pod groźbą kary finansowej... Och, Jinki, co ja najlepszego zrobiłem? - załkał. - Myślałem, że on dobrze mi życzy, ale on różni się od ciebie... Chciałem tylko widzieć, poznać trochę świata, jak każdy normalny człowiek - zaczął płakać.
- Spokojnie, pomogę ci - powiedział roztrzęsiony wykładowca. - Razem sobie z tym poradzimy. Na razie skup się na następnym wejściu. To już za chwilę.
- Nie poradzę sobie! - wybuchnął blondyn. - Wcześniej grałem w małych, lokalnych klubach, a nie w takich ogromnych operach jak ta! I to przy obecności telewizji! Jinki... - kontynuował nerwowo. - JA po raz pierwszy zobaczyłem tych ludzi, ich wpatrzone we mnie oczy. Nie dam rady!
Korepetytor chciał coś powiedzieć, jednak już wyciągnięto Taemina na scenę. Wściekły na siebie, podszedł jak najbliżej mógł, by obserwować sytuację. Publiczność zaczynała się niecierpliwić. Młodzieniec zasiadł przy fortepianie, ale nie potrafił się odblokować. Wykładowca bez namysłu wyskoczył zza kulis. A co tam, razem stanowią siłę nie do pokonania. Ukłonił się widowni i zasiadł obok przyjaciela.
- Zamknij oczy i graj, przyłączę się do ciebie - wyszeptał.
Wykonali razem utwór, który wielokrotnie ćwiczyli w domku porośniętym bzem. Swym zaangażowaniem i synchronizacją podbili serca ludzi. Dostali owacje na stojąco.
Jeszcze tego samego wieczoru Taemin zerwał współpracę z Minho.
Razem z nauczycielem wrócił do Ulchin, odpocząć. Jinki wsparł go w walce z prawnikami i namówił do wydania "Rainbow". Z pieniędzy uzyskanych dzięki tej kompozycji starczyło na wyrównanie rachunków z Choiem. A blondyn dalej tworzył. I szkolił się pod okiem Jinkiego. Oboje poprzysięgli sobie, że cokolwiek później postanowią, czy zostaną w miasteczku, czy nie, zawsze będą współpracować. I pozostaną przyjaciółmi, spędzającymi razem czas najczęściej jak to tylko możliwe. Bo kiedy współpracowali, ich życie nabierało kolorów.

3 komentarze:

  1. Bardzo przyjemny shot. Podobały mi się opisy i porównania. Jest kilka błędów, ale nie przeszkadzają one zbytnio podczas czytania. Powodzenia w dalszym pisaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra, jestem~~
    Na wstępie powiem Ci szczerze, że mam mieszane uczucia co do tego shota. Były fragmenty, które mnie urzekły, ale też takie, które nieco zepsuły to dobre wrażenie.
    Zacznijmy od tego, że dopiero w trakcie miałam takie "omg, już wiem, czemu miałam to przeczytać x.x" Niewidomy Taemin x muzyka to temat, którym sama żyłam przez kilka miesięcy, którym żyję do teraz, bo Correspondance des Arts to moje dziecko, w dalszym ciągu zajmujące sporą część mojego serca ;~~; tak więc, wszelakie wątki artystyczne, opisy muzyki, muzyka jako sposób odbierania i wyrażania świata, nawet jeśli ciało nie pozwala na pełen jego obraz - to wszystko szalenie mnie porusza. Mimo wszystko, hm... BARDZO ciężko jest mi w tym temacie skomponować jakąś sensowną opinię, jestem zbyt stronnicza, za bardzo myślę teraz o moim skrzypku, za którym tak okropnie tęsknię ;; przepraszam. Niemniej, wiedz, że opisy mi się podobały (zwłaszcza opis Rainbow i tłumaczenie Taemina, dlaczego tak właśnie postanowił nazwać swój utwór! <3)
    Hm... co do tej mniej przyjemnej części komentarza... mam parę uwag. Pominę już kwestię literówek (i interpunkcji), bo o tym wspominałam pod Jongkey, trzeba nad tym pracować i jeszcze raz pracować ^^ Chodzi mi o samą treść... Po pierwsze, mam takie czysto rzeczowe pytanie - czy osoba od urodzenia niewidoma, może w ogóle odzyskać wzrok? Pytam, bo naprawdę nie mam na ten temat jakiejkolwiek wiedzy, a wydało mi sie to dość nieprawdopodobne x.x No i, szczerze mówiąc, nieco zaburzyło mi tę wizję artysty widzącego świat za pomocą dźwięów, ale to już tylko takie moje odczucie, bardziej interesuje mnie, jak sprawa wygląda od strony medycznej? Dalej... doświadczyłam tu czegoś podobnego jak w tamtym Jongkey, tylko że dużo mocniej. To streszczanie końcówki, jakbyś już nie miała siły, ochoty, bądź pomysłu na dalszy ciąg, coś takiego okropnie psuje i spłyca ogół tekstu. No i generalnie... hm, przypuszczam, że ja mimo wszystko zrobiłabym z tego co najmniej kilkuczęściową opowieść, bo byłoby to możliwe. One-shoty mają to do siebie, że jeśli usiłujemy naładować do nich zbyt wielką ilość wydarzeń, bądź zaprezentować zbyt długi okres czasu, często padamy ofiarą własnego rozbudowanego pomysłu, który opisujemy w zbyt krótkich słowach, nie dając opowieści szansy na rozwinięcie skrzydeł i zaprezentowanie się w całej okazałości. Takie własnie wrażenie momentami odnosiłam, czytając Colorful (swoją drogą, dobór tytułu świetny <3).
    Ojej >.< pocisnęłam nieco w tym komentarzu, przepraszam. Mam nadzieję, że przynajmniej część z moich rad okaże się sensowna i pomocna, nie lubię krytykować, ale jeśli już to robię, to tylko z życzliwości dla autora, który dzięki temu może zobaczyć swoje dzieło w innym świetle.
    Ok, może dość na dziś. Czekam na dalsze Twoje teksty!!!
    Hwaiting!
    Shizu ~~<3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy